Własność, czyli fundament rynku - DLACZEGO PRYWATYZACJA JEST DOBRA - artykuł Witolda Gadomskiego
17-12-2009, Gazeta WyborczaPaństwo, będąc właścicielem dużej części przedsiębiorstw, jest jednocześnie regulatorem rynku. Te dwie funkcje są ze sobą w konflikcie.
Komuniści mogą zawrzeć swą teorię w jednym zwrocie: zniesienie własności prywatnej" - napisali przed 150 laty autorzy "Manifestu komunistycznego". Upaństwowienie gospodarki nie jest skomplikowanym zadaniem. Bolszewikom udało się to zrobić w 1918 r. kilkoma dekretami Rady Komisarzy Ludowych. Wprowadzona wówczas struktura zarządzania gospodarką przetrwała mimo niezliczonych reform przez ponad 70 lat, stanowiąc wzór dla krajów, które po II wojnie światowej znalazły się pod panowaniem sowieckiego imperium.
W Polsce przemysł upaństwowiono dekretem KRN z 3 stycznia 1946 r. Zwróćmy uwagę na to, że nacjonalizację będącą bardzo głęboką ingerencją państwa w gospodarkę i stosunki społeczne wprowadzano aktami prawnymi wątpliwej jakości. Rada Komisarzy Ludowych w 1918 r. i KRN w 1946 r. miały dość słabą legitymacje.
A na kim wzorował się Lenin, nalegając na szybkie przejęcie kontroli nad przedsiębiorstwami przemysłowymi i handlem? Wyjaśnia to w jednym ze swych artykułów z marca 1918 r.: "Tak jest, ucz się od Niemca! Historia idzie naprzód zygzakami i okrężnymi drogami. Tak się złożyło, że właśnie Niemiec ucieleśnia sobą obecnie, obok bestialskiego imperializmu, zasadę dyscypliny, organizacji, zharmonizowanej współpracy na podstawie najnowocześniejszego przemysłu maszynowego, najściślejszej ewidencji i kontroli. A to jest właśnie to, czego nam brak".
Sowiecka Rosja zapatrzona była w niemiecką gospodarkę wojenną całkowicie kontrolowaną przez państwo. Komuniści uznali, że ten wzór można skutecznie naśladować także w warunkach pokojowych. Mylili się. Na krótką metę decyzje państwa poparte środkami przymusu mogą mobilizować gospodarkę mocniej i szybciej niż rynek. Celem jest wzrost produkcji, a nie jej efektywność. Państwo potrafi zbudować wielkie huty i kopalnie, fabryki czołgów, a nawet wysłać ludzi w kosmos. Biedna Korea Północna może zbudować bombę atomową i rakiety balistyczne, które potrafią przenosić głowice nuklearne. Koszt jest w tej sytuacji sprawą zupełnie nieistotną.
Ale lekceważenie efektywności przez państwowe przedsiębiorstwa sprawia, że gospodarka po pewnym czasie wchodzi w stan stagnacji, nieustannych niedoborów, fabryki produkują towary niskiej jakości i zanika innowacyjność. W gruncie rzeczy ekonomiści (przynajmniej niektórzy) wiedzieli, jaki będzie los gospodarki upaństwowionej, zanim zaczęła ona na dobre funkcjonować. W1920 r. ukazał się artykuł Ludwiga von Misesa "Kalkulacja ekonomiczna we wspólnocie socjalistycznej", który rozpoczął długą dyskusję o możliwości racjonalnego kierowania gospodarką upaństwowioną. Mises twierdził, że socjalistyczne państwo, jeżeli w ogóle powstanie, nie będzie w stanie sensownie rozwijać gospodarki, gdyż likwidacja rynku pociągnie za sobą likwidację informacji, jakich dostarcza rynek. To bowiem ceny mówią nam o popycie, a pieniądz jest wskaźnikiem efektywności produkcji. Bez owych mierników planiści nie będą w stanie podejmować decyzji racjonalnych.
Przeciwko Misesowi i wspierającym go głosom wystąpili ekonomiści marksistowscy. Oskar Lange, Henry Dickinson, Paul Sweezy, Paul Baran, Maurice Dobb dowodzili, że socjalistyczna gospodarka będzie w stanie nie tylko racjonalnie się rozwijać, ale też uzyska wyraźną przewagę nad kapitalistyczną, którą rządzą chaotyczne zachowania rynku.
Friedrich Hayek, który włączył się do dyskusji w połowie lat 30., podkreślał, że centralny planista, nawet gdyby starał się naśladować mechanizmy rynkowe, stanie wobec ogromu trudności organizacyjnych i obliczeniowych. W1937 r. ukazała się jego praca "Ekonomia i wiedza" ("Economics and Knowledge"), w której stwierdził, że informacje, którymi dysponuj ą podmioty gospodarcze - konsumenci, producenci, handlowcy - są po części niemożliwe do przekazania. Wiedza jest rozproszona i "uwięziona" w podmiotach, które nią dysponują. Mechanizm rynkowy - z pozoru chaotyczny i zdecentralizowany - spontanicznie reaguje na ową wiedzę. Jednak próba jej scalenia i scentralizowania musi prowadzić do zubożenia informacji.
A zatem centralny planista, nawet gdyby dysponował nieograniczonymi możliwościami analitycznymi, nie będzie w stanie zastąpić rynku i uzyskać podobnej efektywności, bo informacje, które włoży do maszyn liczących, będą błędne i zubożone. Praktyka funkcjonowania gospodarki upaństwowionej całkowicie potwierdziła słuszność teorii Hayeka.
Chroniczną nieefektywność państwowych przedsiębiorstw uzasadnił też Jânos Kornai w wydanej w latach 80. książce "Gospodarka niedoboru". Według węgierskiego ekonomisty dążenie do maksymalizacji produkcji (bez liczenia się z jej efektywnością) oraz tzw. miękkie finansowanie przedsiębiorstw, które zawsze mogą liczyć na jawne lub ukryte dotacje bezpośrednio z budżetu lub za pośrednictwem państwowych banków, sprawiają, że w gospodarce nieustannie odczuwane są braki Państwowe przedsiębiorstwa produkują ogromne ilości stali, cementu, węgla, różnego rodzaju śrubek, a mimo to produktów tych stale brakuje. Państwowa gospodarka zjada swój własny ogon.
Próby zreformowania gospodarki socjalistycznej podejmowane nieustannie przez kilkadziesiąt lat natrafiały na nieprzekraczalną granicę: brak jasno określonego właściciela przedsiębiorstw. Trzeba było dopiero sięgnąć po klasyków ekonomii, by zrozumieć, że bez własności rynek nie działa.
Według Adama Smitha oczekiwanie zysku z "doskonalenia zasobu kapitału" opiera się na prawie własności prywatnej. Smith uważał, że prawo do własności zachęca właścicieli do usprawniania posiadanego majątku, generuje bogactwo i umożliwia alokację ograniczonych zasobów w taki sposób, by przynosiły właścicielowi, a tym samym wszystkim ludziom, jak największe korzyści. W swym najsłynniejszym dziele "Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów" Smith pisał "Nie od przychylności rzeźnika, piwowara czy piekarza oczekujemy naszego obiadu, lecz od ich dbałości o własny interes. Zwracamy się nie do ich humanitarności, lecz egoizmu, i nie mówimy im o naszych własnych potrzebach, lecz o ich korzyściach".
Dla liberałów własność jest nie tylko prawem równie podstawowym jak wolność, ale także jest gwarancją wolności. W 1760 r. słynny angielski prawnik i myśliciel pisał: "Każde przypadkowe i nieuzasadnione ograniczenie woli przez monarchę, arystokrację lub zgromadzenie powszechne jest stopniem tyranii". Jak można temu zapobiec? Poprzez zagwarantowanie jednostkom praw własności.
Według Johna Locke'a obrona praw własności jest głównym powodem, dla którego jednostki zrzeszają się w społeczeństwo.
Rozproszenie własności w spółkach i wielkich koncernach powstających w końcu XIX wieku było jedną z przyczyn, dla których w XX wieku zaczęto zapominać o tym, że bez gwarancji własności gospodarka rynkowa nie działa prawidłowo. Dopiero w latach 60. XX wieku powstał nurt ekonomiczny akcentujący znaczenie praw własności w gospodarce. Przedstawiciele szkoły praw własności (property rights school): Ronald Coase, Harold Demsetz, Armen Alchian, Gordon Tullock, Yoram Barzel, Her-nando de Soto, Svetozar Pejovich i inni, analizowali związki między gwarancjami i formami własności a innowacyjnością, dynamiką gospodarczą, efektywnością inwestycji. "Jednym z najbardziej podstawowych warunków istnienia systemu kapitalistycznego - i jedną z najgorzej rozumianych koncepcji - jest silny system praw własności - pisał Armen Alchian, profesor University of California. - Przez dziesięciolecia społeczni krytycy w Stanach Zjednoczonych i w całym zachodnim świecie krzyczeli, że prawa własności zbyt często są na pierwszym planie, ponad prawami człowieka, w skutek czego ludzie są traktowani nierówno i mają nierówne możliwości. Nierówność istnieje w każdym społeczeństwie. Ale wyraźny konflikt między prawami własności i prawami człowieka jest mirażem. Prawa własności są prawami człowieka".
Według ekonomistów szkoły praw własności własność publiczna jest ułomna, bo nie ma takich cech jak wyłączność i transferowalność tych praw. Kadry zarządzające firmami sektory publicznego dobierane są według kryteriów politycznych lub dzięki powiązaniom nieformalnym z osobami sprawującymi władzę, a nie kryteriów kompetencyjnych. W Polsce zjawisko to jest doskonale znane i przybiera często formę "karuzeli stanowisk". Każda zmiana polityczna pociąga za sobą lawinę zmian kadrowych w firmach kontrolowanych przez państwo.
Zawodność państwa w sprawowaniu funkcji właścicielskiej przejawia się także w miękkim finansowaniu przedsiębiorstw państwowych, co sprawia, iż podmioty te nie zachowują się efektywnie i nie są dostatecznie innowacyjne.
Państwo, będąc właścicielem dużej części przedsiębiorstw, jest jednocześnie regulatorem rynku. Te dwie funkcje są ze sobą w konflikcie. W Polsce urzędy regulacyjne bezceremonialnie podchodzą do firm prywatnych, nakładając na nie kary za próby monopolistycznych praktyk lub za łamanie często dziwacznych przepisów. Wymowny jest przykład gigantycznej kary nałożonej (jak stwierdził sąd - niesłusznie) na J&S za zbyt niskie zapasy w magazynach. A monopolistyczne praktyki PGNiG uchodzą firmie bezkarnie.
William W. Lewis, były dyrektor McKinsey Global Institute, w książce "Potęga wydajności" podaje przykład, który pozornie przeczy twierdzeniom ekonomistów szkoły property rights. W 1964 r. powstał w Korei koncern stalowy POSCO (Pohang Iron & Steel Company), którego właścicielem aż do 2000 r. było państwo i który w pewnym momencie stał się najbardziej wydajnym zakładem na świecie w swojej branży. POSCO skutecznie konkurowało z innymi stalowniami na rynkach światowych. Stalownie zbudowali japońscy specjaliści, którzy przeszkolili pracowników i koreańskich menedżerów.
Przez 30 lat POSCO kierował gen. Taejoon Park, który na samym początku zastrzegł dla swej firmy trzy przywileje - brak wpływu administracji państwowej na zakup sprzętu, towarów i usług, brak wpływu rządu na politykę personalną i wyłączenie koncernu z kontrybucji na rzecz świata polityki. Pozycja Parka w oligarchii wojskowo-politycznej była na tyle silna (podobnie jak jego charakter i uczciwość), że urzędnicy pozostawili przez lata jego koncern w spokoju. Ale inne państwowe firmy - nie tylko w Korei - na takie warunki nie mogą liczyć. Lepiej je po prostu sprywatyzować.
Witold Gadomski
(wytłuszczenie w tekście - MDI)

